Homilia

 

"NAJWIĘKSZA JEST MIŁOŚĆ"

Matka Maria Merkert

homilia


ks. Bogusław Inlender - Otwock

Dzieje kościoła to trwające dzieło zbawienia dokonujące się w ludzkich sercach i wspólnotach, nieustanne Boże oddziaływanie na ogół wierzących i na szczególnie wybrane jednostki, które stają się dla innych źródłem wiary i oparciem w życiu.

Takim źródłem i oparciem stała się w XIX wieku w Nysie na Śląsku zakonnica Matka Maria Merkert. Do zgromadzenia zakonnego nie wstąpiła, lecz je dla siebie i dla innych utworzyła niestrudzonym wysiłkiem i ofiarą, pozostawiając dzieło ogromne, wyprzedzające epokę, także w myśleniu Kościoła i w jego oddziaływaniu.

Urodziła się 21 września 1817 roku w Nysie. Historię jej 55 lat trwającego życia tworzyła historia osieroconego dzieciństwa, historia dręczonej kolejnymi klęskami rodzinnej Nysy, historia prowadzących wojny Prus, władających wtedy Śląską ziemią, a także historia przemian w ówczesnych stosunkach społecznych i kościelnych, w pojmowaniu życia zakonnego i jego zadań.

Droga jej posługiwania ubogim rozpoczęła się po dziecięcemu jako pomoc matce rozdzielającej chleb i posiłki miejskim biedakom. Potem przyszło łączenie sił w działaniu, najpierw w porozumieniu z nieco starszą od niej rodzoną siostrą Matyldą, później z jej rówieśnicą Franciszką, a także z Klarą -mieszkanką Nysy, tercjarką, odwiedzającą opuszczonych chorych i ubogich. Tak powstaje akcja czterech dziewcząt bezinteresownie pielęgnujących i wspomagających chorych i ubogich w mieście, zdobywających dla nich potrzebne środki, modlących się wspólnie w jednej izbie mieszkania, które znalazł dla nich wikariusz nyskiej parafii.

W tej często zmęczonej wielością posługi gromadce zrodziło się pragnienie, by się stać formalnym stowarzyszeniem, uznawanym przez władających w mieście radnych i tak znaleźć bardziej pewne, konieczne źródła wspierania ich samarytańskiej, dobrowolnej i bezpłatnej akcji na rzecz potrzebujących opieki i stałej pomocy bez względu na narodowość i wyznanie. Nie są zakonnicami i nie stanowią stowarzyszenia w rozumieniu władz świeckich. Ale mają zdecydowaną wolę trwać w utworzonym zespole i podjętej pracy. Nie mają reguły ani statutów. Mają przed sobą ogrom zadania: pomóc każdemu kimkolwiek on jest. Dzień 27 września 1842 roku zapoczątkuje wspólną Mszą Świętą i błogosławieństwem opiekuna - spowiednika długi ciąg dni charytatywnej pracy i wypełniania dobrowolnie przyjętych obowiązków. Stały się "Szarymi Siostrami". W tym pierwszym roku pielęgnowały już 110 chorych i wydały ponad 7000 posiłków.

W ich działaniu dostrzegano z radością nie tylko przywracanie dawnych tradycji zakonnych zalecających pomoc tym, którzy się do bram klasztornych zwracali. Zaczęto dostrzegać nową postać gorliwości i miłości chrześcijańskiej, która sama wychodzi na spotkanie ludzkich niedostatków i cierpień, każe rezygnować często z oparcia w zaciszu uregulowanego życia we wspólnocie, aby być w nieustannej gotowości służenia pomocą chorym i opuszczonym. Przeniknięta tym duchem mała wspólnota przyciągała kolejne nowe członkinie. Powstała potrzeba stworzenia statutowych ram wspólnego życia. W 1844 roku Szare Siostry otrzymały statut, który miał się stać podstawą późniejszych aktów ustawodawczych tworzącego się zgromadzenia zakonnego.

W następnym roku dojrzewa myśl o nadaniu Szarym Siostrom charakteru zrzeszenia religijnego. Powstaje potrzeba uzyskania przynajmniej przez niektóre członkinie normalnej formacji zakonnej i odbycia nowicjatu w jednym z istniejących zgromadzeń. Maria Merkert i Klara Wolff udają się do czeskiej Pragi i stają się nowicjuszkami Zgromadzenia św. Karola Boromeusza. Mają po roku powrócić do Nysy by dopełnić wymagany trzyletni okres nowicjatu. Jednak poznany teraz bliżej cel tego Zgromadzenia skłania obydwie do rezygnacji z nowicjatu i szukanie własnej drogi do stworzenia wspólnoty jakiej pragnęły. Maria powraca do Nysy i mimo piętrzących się trudności i sprzeciwów podejmuje charytatywną działalność. Tym razem z równowieśnicą Franciszką Werner zabiega o pomoc nyskiego Magistratu. Uzyskuje ją w listopadzie 1850 roku.

Siostry obejmują skromne ofiarowane im mieszkanie i podejmują swoją akcję. Za patronkę i jako wzór całkowitego wyrzeczenia z miłości dla biednych, obierają św. Elżbietę Węgierską. W kolejnych latach przybywa pracy i rąk do jej wypełnienia. Do listopada 1851 roku Szare Siostry pielęgnowały w domach ponad 380 chorych i rozdzieliły ponad 11000 posiłków, w roku 1853 pielęgnowano ponad 800 osób i rozdzielono biednym ponad 16000 posiłków. W roku 1855 pracowało 13 sióstr, w roku 1859 było ich 60. Maria Merkert odpowiedzialna za organizację pracy i za właściwą formację sióstr tworzy kolejne placówki: między innymi w Prudniku, Wrocławiu, Złotoryi, Świdnicy.

Długotrwałe, nie zawsze łatwe, starania o kościelne zatwierdzenie rozwijającej się wspólnoty spełniły pragnienie Matki Marii. Dnia 4 września 1859 roku książę biskup wrocławski Henryk Förster aprobował zrzeszenie Szarych Sióstr jako zgromadzenie kościelne. Weszły w życie nowe zatwierdzone statuty. Zgodnie z wymaganiami zakonnego prawa dokonano w Nysie 15 grudnia 1859 roku wyborów władz zgromadzenia. Jako Przełożoną Generalną  jednomyślnie wybrano Matkę Marię Merkert.

Kolejne wytrwałe zabiegi przyniosły 7 czerwca 1871 roku Dekret pochwalny Stolicy Apostolskiej, wydany na polecenie Papieża Piusa IX. Szare Siostry z Nysy stały się w pełni aprobowanym zgromadzeniem zakonnym.

Rok następny otworzył nowy rozdział życia tej wspólnoty. 14 listopada 1872 roku umiera Matka Generalna Maria Merkert. Jej dzieło poprowadzą dalej miłosierne Siostry. Pozostawiła ich ponad 400 w kilku krajach Europy w założonych 87 placówkach, aby niosły pomoc w różnych formach i dożywiały głodujących. W przełomowym roku rozdzieliły Siostry ponad 170 tysięcy posiłków. 

Zadania i formy pracy rozwijającemu się wciąż zgromadzeniu dyktowały coraz to nowe potrzeby i życiowe doświadczenie. Nie mogło wystarczać udzielenie pomocy i dostarczenie pożywienia chorym lub starcom. Potrzebne było często całonocne czuwanie w domu chorego, który nie miał dostępu do zbyt drogiego lub przepełnionego szpitala. Potrzebna była opieka nad dziećmi w wieku przedszkolnym i organizowanie podstawowej opieki ogólnej lub zawodowej. Konieczna okaże się współpraca z duszpasterzami w niedostatecznie obsadzonych parafiach, często w nieprzychylnym, niekatolickim środowisku. Wielkim zadaniem okaże się z czasem tworzenie własnego szpitala lub ośrodka leczniczego, aby wspomagać niewystarczające działania władz cywilnych. Szczególną potrzebą i formą pracy stanie się pielęgnacja rannych żołnierzy w szpitalach i w polowych lazaretach na frontach wojen prowadzonych w XIX wieku przez Prusy z Danią, Austrią i Francją.

Ta rozrastająca się i przybierająca coraz nowe formy działalność stanie się rzeczywistym spełnieniem wypowiedzianego kiedyś przez Matkę Marię życzenia i polecenia: "Gdy możemy rozszerzyć działalność … gorąco pragnę … byśmy tam pracowały na chwałę Bożą i dla dobra cierpiącej ludzkości". Wiek XX przyniesie potrzeby nieporównanie większe i wezwania o pomoc jeszcze bardziej naglące. Liczba Sióstr w Zgromadzeniu sięgnie w pewnym momencie czterech tysięcy. Posługa elżbietańska w najnowszym okresie dotrze na Bliski Wschód, zakorzeni się w krajach skandynawskich, podejmie misję w Brazylii, Rosji, w Nowosybirsku, Ukrainie, Gruzji, Boliwii.

Czym jest to ponad 160 lat trwające zjawisko? Chciałoby się odpowiedzieć najprościej, iż jest sukcesem. Jest osiągnięciem życiowym kilku młodych kobiet oddanych całkowicie podjętemu planowi. Ale prawda leży głębiej, nie w samej upartej działalności. Prawda leży w motywacji, w tym co otwiera oczy na biedę i cierpienie. Prawda leży w miłości, w wewnętrznej sile i zdolności współczującego patrzenia na cierpienie chorego, na żołnierskie rany, na samotność opuszczonych. To o Matce Marii powiedzą, że była "człowiekiem dla człowieka", była nieustanną odpowiedzią na każde głośne lub milczące wołanie człowieka o pomoc i wsparcie. I to miłowanie człowieka stało się najpierwszą, podstawową regułą zakonną, pierwszym i najważniejszym paragrafem regulującym życie każdego dnia kolejnych przybywających Sióstr.

Ale można zapytać o podstawę, o najgłębsze źródło czynnej miłości Matki Marii, którą żyła i którą budziła w tworzonej wspólnocie. Czy była to naturalna dobroć i litość wobec cierpień, jakie nawiedzały jej Nysę w okresie wojen i epidemii, czy była to dobroć ludzka, humanitarna, w duchu współczesnej jej romantycznej epoki? Kim był dla niej człowiek potrzebujący daru miłości? Nie napisała o tym w żadnym teologicznym czy ascetycznym traktacie, w żadnym obszerniejszym pouczeniu dla Sióstr. Ale napisała to niejako własnym życiem i działaniem, własną modlitwą i ofiarą. Żyła świadomością, że każdy jej czyn spełniony z miłości do człowieka ma tajemnicze ale prawdziwe odniesienie do Chrystusa, który ma być miłowany nie tylko uczuciem, ale także świadczeniem miłości ludziom, Jego braciom, kimkolwiek są. Jej czynna miłość nie była zwykłym wypełnieniem przykazania. Była spełnieniem wewnętrznej potrzeby wyrażenia miłości Zbawiciela właśnie w trosce o ludzi, tworzących z Nim jedność Ciała. Pojęła głęboko, że miłość Boga nie oddala od miłości człowieka, lecz ją ujmuje w nowy sposób i najpełniej uzasadnia.

W jej życiu i dziele ukazały się ściśle złączone miłość ludzkiej godności i szukanie Boga, godnego miłości najwyższej. W pełni prawdy mogłaby odnieść do siebie samej wyznanie rozmiłowanej ze Starotestamentowej Pieśni nad Pieśniami: "Wstanę, po mieście chodzić będę, wśród ulic i placów, szukać będę ukochanego duszy mej" /Pnp 3, 2/.

A miłość Matki Marii wielokrotnie była wystawiona na próbę, na pokusę zniechęcenia wobec wielkości podjętego zamiaru i wobec ludzkiego niezrozumienia i małości ludzkich ambicji. Było tak szczególnie w kilkuletnim okresie sprzeciwów w jej środowisku, zahamowania wzrostu małej pierwotnej wspólnoty, a nawet jej koniecznego rozpadu. Było tak w momentach niepokoju i wyczekiwania na uznanie i pomoc cywilnych i kościelnych instancji i bywało tak wśród zdarzających się fałszywych posądzeń i ataków na nowe formy działania, mające rzekomo szkodzić istniejącym formom i istniejącym już instytucjom zakonnym. 

Przeżywanie takich momentów prowadziło, zgodnie z Bożymi zamiarami, do umacniania jej wewnętrznej prostoty i polegania nie na własnych możliwościach, lecz na Bożej uświęcającej i wspomagającej mocy. Tak wzrastała w wierze i ufności. Tak umacniała się w wierze wobec trudności i wobec powracającego cierpienia w postępującej chorobie.

Świadkowie jej życia zapamiętali jej wewnętrzną równowagę i pogodę podnoszącą innych, przywracającą radość. Zapamiętali też dwa powracające w jej życiu smutki. Jeden, że nie jest bardzo bogata i nie może obdarować więcej biednych. Drugi, że ją chwalą, choć według niej nie ma do tego powodu. A pochwały i wyrazy wdzięczności przychodziły z różnych stron. Najpierw od biedaków i chorych, obdarowanych i opatrywanych w Nysie. Potem dla niej i dla Sióstr nadchodziły wyrazy uznania i podziękowania od władz cywilnych miast, kościelnych i od pruskiego dworu. W listach i wystawianych dokumentach nadchodziły pochwały i oficjalne akty uznania od duszpasterzy i biskupów, a na koniec z Kurii Rzymskiej. Jeszcze na dwudziestolecie założenia Zgromadzenia Biskup Drezna nadeśle Siostrom list z pochwałą ich prostoty i oddania chorym i rannym i przypomni dawny rozkaz generalski, aby żołnierze pozdrawiali Siostry na równi z oficerami.

Wyrazy uznania mogły dodawać otuchy, ale nie mogły zatrzymać czasu. Dzień 14 listopada 1872 roku będzie dniem rozstania Matki Marii z ziemskim życiem i dziełem. Pozostanie pamięć łez Sióstr otaczających odchodzącą Matkę i gorących próśb nyskich biedaków, aby jej Córki były jak ona.

A dzieło będzie rosło i rozszerzało się. Także na Polskę, nie tylko na jej zachodnie rejony, ale i na dzielnice centralne i południowe, aby tutaj trwać wobec szczególnego zagrożenia likwidacją przez władze cywilne usuwające cywilne instytucje. Gdy nadejdzie czas odtwarzania dobroczynnych placówek i akcji, jeszcze wyraźniej wzrośnie świadomość wartości, którymi żyła i oddziaływała Matka Maria. W dniu 19 lutego 1985 roku rozpocznie się w Kurii Diecezjalnej w Opolu kanoniczny proces w sprawie beatyfikacji Służebnicy Bożej Matki Marii Merkert.

Jakie jest przesłanie życia i dzieła tej wielkiej zakonnicy? Oczywiście przesłanie najistotniejsze: miłujcie! Ale to naglące wezwanie, stanowiące istotę wezwania samego Zbawiciela, ma dzisiaj swoje szczególne postacie. Najpierw miłować, to nie tylko pożądać, ale nieustannie obdarzać. A dzisiaj to oznacza stwarzać bliskość z innymi, zwłaszcza gdy cierpią z samotności i niezrozumienia, przywracać każdemu radość bycia z innymi. Matka Maria starała się obdarzać swoją bliskością i dobrocią własne otoczenie, współpracujące i kierowane przez nią Siostry jak i możliwie wszystkich spotykanych na swojej drodze biednych i chorych. A dla sierot? "Muszę dla nich być rzeczywiście matką".

Miłość może przybrać formę jedną z najtrudniejszych: przywracanie bliskości z tymi, którzy odeszli, oddalili się od współdziałania i życzliwości, zniszczyli powstające dobro i tworzone dzieło. Matka Maria dotknięta takim właśnie doświadczeniem pozostawiła i w tym przesłanie miłości, której imieniem było: pojednanie. Pierwsza, szczerze przebaczając, zbliżyła się do nowej współpracy z nyskimi duszpasterzami, którzy ją opuścili, gdy zwątpili ostatecznie w celowość jej działania, a nawet w moralną wartość jej postępowania. Ten szczegół jej życia pozostaje naglącym apelem o tworzenie w społecznościach sztuki pojednania. Ale nie sztuki dyplomatycznej, lecz sztuki serca, umiejącego zawsze powrócić na drogę odnalezienia i miłowania brata, mimo wyrządzonej przez niego krzywdy.

Życiowe przesłanie Matki Marii ukazuje się nie tylko w wielkości daru dla innych, ale także w powszechności jej troski. Niekiedy ze zdziwieniem patrzono na jej pomoc udzielana bez żadnej różnicy katolikom i osobom należącym do innych wyznań, na troskę okazywaną przez jej Siostry chorym lub rannym z krajów o tradycji protestanckiej, prawosławnej, mahometom. Tytułem do otrzymywania pomocy i to podstawowym, były potrzeby biednych, cierpienia poranionych, samotność opuszczonych, cierpienia ludzi, kimkolwiek są. Na dzisiaj, mimo wielości akcji humanitarnych, to jest przesłanie i apel o sięganie do samych podstaw życzliwości dla będących w potrzebie, do rzeczywistej miłości człowieka.

A miłość ta dzisiaj wydaje się w niektórych środowiskach jakby czymś nadliczbowym, nieistotnym w rachunku korzyści społecznych czy jednostkowych. Biedni i opuszczeni chorzy obejmowani troską Matki Marii i jej Sióstr, czuli inaczej. Czuli że są miłowani, że dotykają ich ręce serdecznie zatroskanych, tych, którym zależy na ich dobru i ludzkiej wartości. Czuli, że udzielającym pomocy prawdziwie zależy na ich dobru, że są wielką, cenioną wartością. Właśnie tak świadczona miłość podtrzymuje wiarę w dobro w obdarowanym, wiarę w wartość jego własnego człowieczeństwa, przywraca poczucie własnej godności. Życie i dzieło Matki Marii i jej Sióstr jest świadectwem, że nieustannie istnieje potrzeba daru z siebie w miłości.

To trwające dzieło daje odpowiedź na stawiane teraz pytania o celowość takiego daru i o jego możliwość. Czy zakonna konsekracja nie jest, jak się sądzi,  usunięciem się ze świata, aby w pełni uwielbić Pana, oddalić to co ludzkie dla Niego, dla wzrastania osobistego w doskonałości i łasce? Wybrane jednostki Bóg istotnie powołuje i uzdalnia do takiego usunięcia się i poddania na każdą chwilę Jego uświęcającemu działaniu. Ale i wtedy jest to działanie otwierające tym bardziej na miłość dla świata, dla żyjących w nim, potrzebujących wsparcia w modlitwie. Wyjście ku innym w miłości jest zawsze istotą miłości. Dlatego nie jest możliwe usunięcie troski o człowieka z drogi do pełnego zjednoczenia z Bogiem. Konieczne jest włączenie jej w tę drogę. Doskonalenie siebie jest ze swej istoty doskonaleniem miłości otwartej ku innym.  

W życiu Matki Marii i jej Sióstr to otwarcie stało się szczególnym znakiem i powołaniem. Ich usunięcie się ze świata oznacza oddalenie i ofiarowanie Panu Bogu wszystkiego co nie jest wyrazem miłości w służbie potrzebującym pomocy i opieki. Jest skierowaniem całej mocy miłości ku Bogu i wyrażaniem jej właśnie w miłości czynnej wobec każdego człowieka. Taką celowość życia we wspólnocie przyjęła Matka Maria dla siebie i gromadzonych Sióstr. Na pytanie o możliwość takiego daru życia odpowiedź dała historia pierwotnej małej wspólnoty, a potem ogrom spełnianej pracy i jej owoce.

W życiu Kościoła i w rozwoju form życia zakonnego droga Matki Marii i jej Zgromadzenia stały się czynnikiem utrwalającym świadomość, że życie konsekrowane nie jest świadomym zubożaniem człowieczeństwa, jego niejako wygaszaniem, lecz jego jeszcze pełniejszym urzeczywistnieniem, ubogaceniem w tym co najistotniejsze: w poznaniu pełni prawdy o człowieku i w pełni wolności do dobra, do pełni stanowienia o sobie w ofierze dla innych z miłości.

Nadanie tak bardzo czynnego sposobu życia nie oznacza odejścia od wewnętrznej pracy nad umacnianiem zjednoczenia z Bogiem. Zewnętrzne działanie ma wypływać z tego zjednoczenia, ma być koniecznym wyrazem wzrastania w miłości, wspomaganej Bożym oddziaływaniem. Głębokie zrozumienie tego związku w życiu Matki Marii i w jej pracy formacyjnej w Zgromadzeniu jest przesłaniem także na dzień dzisiejszy, naznaczony koniecznością coraz większej aktywności. Tak jak w jej czasie, tak i obecnie aktywność prawdziwie może istnieć tylko w oparciu o dobroć woli poddanej całkowicie Bogu w miłości. Im trudniej jest niekiedy znaleźć regularny rytm modlitwy i skupienia, tym bardziej są one potrzebne, aby aktywność mogła się stawać modlitwą czynu.

Życie Matki Marii i historia powstawania jej Zgromadzenia uczą i dziś głębokiego i pełnego ufności patrzenia na Kościół, na jego rzeczywistość i przyszłość. W tamtym czasie ta Boża wspólnota zbawcza poddana była rozmaitym ograniczeniom  i siłom powodującym, iż Kościół stawał się obcy, coraz mniej istotny w życiu społecznym i w zachodzących przemianach. Był  niejako w odwrocie. Jednocześnie nadal rodził świętość jednostek wybitnych i gorliwość nowych wspólnot. Tracił gwarancje patronów i wsparcie dobroczyńców związanych z ustrojem. Jednocześnie rozbudzał zapał  misjonarzy idących na nowe tereny i ofiarność podejmujących prace dla biedniejącej ludności. Musiał być znakiem sprzeciwu dla zła i stawał się znakiem nadziei dla wielu poszukujących miłości i pomocy.

W takim momencie dziejów Kościoła zrodziło się dzieło Matki Marii i w takich warunkach rosło. Dzień dzisiejszy Kościoła jest pod wielu względami powtórzeniem tamtego czasu. Jest kolejnym wyzwaniem dla gorliwości wiary, jak wielokrotnie już bywało w jego dziejach. Jest jednocześnie czasem nadziei, czasem oczekiwania kolejnych dzieł Bożych, daru świętości w życiu jednostek i wspólnot. Tę nadzieję umacnia dzieło Matki Marii. Jest pomocą w odnajdywaniu właściwej drogi odnowy.

Drogę tę bowiem pojmuje się w wielu środowiskach przede wszystkim jako otwarcie Kościoła na świat, ale nie tylko na jego problemy i potrzeby, lecz na jego pojmowanie człowieka i społeczeństwa. Odnawiane i doskonalone mają być instytucje, formy sprawowania władzy, gospodarowania i podział dóbr. W tych kierunkach chrześcijanie winni mieć szeroki udział, aby tworzyć lepszy świat, poszerzać zakres wolności i dobrobytu. Jednak droga takiego otwarcia nie sięga do najważniejszych źródeł zła i nie może go uleczyć. Dotyka bowiem tylko powierzchni życia społecznego, jego form, nie zaś człowieka samego.

Dzieło Matki Merkert wyrosło ze zrozumienia, że zło cierpienia ludzkiego i niesprawiedliwości rodzi się nie z samej niedoskonałości form współżycia, ale z braku tego co najistotniejsze: z braku dobroci. Dlatego tej dobroci pragnęła tworzyć przez całe życie jak najwięcej i uczyć tego innych. „Chcemy wszystkim czynić wiele dobra, wszystkich kochać w Bogu, a jeśli już nic nie możemy uczynić, chciejmy przynajmniej za nich się modlić” - tylko tak według niej może się dokonywać odnowa życia.

Rozważamy dziś wielkość jej spojrzenia i stawiamy pytanie na ile taka odnowa dziś jest możliwa. Matka Maria swoim życiem i dziełem już wtedy odpowiedziała i teraz odpowiada, że jest możliwa. Trzeba dać wiarę jej świadectwu. Trzeba na każdy dzień powtarzać to świadectwo, że w naszym życiu mogą zwyciężać siły dobra, gdy wśród tych sił "największa jest miłość".

 

     ks. Bogusław Inlender (1922-2006)

Od 1952 r. kapelan Sióstr Elżbietanek w Otwocku. Prałat honorowy Jego Świątobliwości Profesor Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Warszawie i Papieskiego Wydziału Teologicznego w Warszawie

Czas ucieka, wieczność czeka
 
Reklama
 
 
Bogu mojemu
Panu i Stwórcy wszystkiego
ofiaruję siebie, moje życie,
zdolności i dokonania,
które są Jego łaską i darem.
Zatracając się w Nim
odnajduję
większą wolność i godność.
Odnajduję życie,
którym On mnie obdarza!
Panie mój i Boże,
uczyń mnie narzędziem
i odblaskiem
Twego miłosierdzia!
A.D. 2011

* * *

Koh 2,21
 
Chwała Ojcu -
Panu i Stworzycielowi!
Chwała Synowi -
Bratu i Oblubieńcowi!
Chwała Duchowi -
Dawcy Życia i Świętości!
CHWAŁA
TRÓJJEDYNEMU BOGU -
ODWIECZNEJ MIŁOŚCI!
Wdzięczne
TE DEUM LAUDAMUS
za łaski i dary
Boga i ludzi
i już dzisiaj za wszystko
co następne lata przyniosą!
A.D. 2000

* * *

Koh 2,21
 
Łącznie stronę odwiedziło już 49907 odwiedzający
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=