Refleksja słowno-muzyczna
 
REFLEKSJA SŁOWNO – MUZYCZNA
O BŁOGOSŁAWIONEJ
MARII LUIZIE MERKERT


Ten pączek kiedyś kwiatem będzie
- owoc miłości nieprzebrzmiałej,
pęcznieje, rośnie,
chociaż jeszcze jest przecież taki, taki mały ...
Zakwitnie, by ubarwić miłość,
by nadać jej sens i cel trwania,
by zbliżać serca swoją siłą,
uchronić miłość od konania.
A jeśli nawet będzie słaba
i pierwszy podmuch ją rozwieje,
choć kwiat przekwitnie, zrodzi owoc,
by ktoś inny mógł mieć nadzieję.
Alicja Zalewska


 
21 września 1817 roku w Nysie przy ulicy Celnej, w domu rodziny Merkertów przyszło na świat dziecko, któremu nadano imię Maria Luiza. Dziewczynką tą była ta, której beatyfikację w 2007 roku przeżyliśmy w jej rodzinnym mieście.
Nikt wówczas nie przypuszczał, że to małe dziecko, kiedyś „pięknym kwiatem będzie”. Szczęście rodzinne nie trwało długo; w 1818 roku zmarł ojciec. Wraz z rodzoną siostrą była wychowana przez matkę w duchu chrześcijańskim. Naukę pobierała w Miejskiej Szkole Katolickiej dla Dziewcząt w Nysie, gdzie też przygotowała się do przyjęcia sakramentów świętych i zdobyła wykształcenie zawodowe. Od młodości była przepełniona pobożnością i bojaźnią Bożą. Podobnie jak jej matka, Maria dobroczynną miłością pochylała się nad bliźnimi. Z rodzoną siostrą Matyldą niosła pomoc materialną żebrakom, biednym, głodującym. Rozpalało ją gorące pragnienie służenia Bogu. Wrażliwa na ludzką niedolę zwłaszcza cierpiących, pragnęła poświęcić się chorym, których utożsamiała z Jezusem. Opiekowała się ciężko chorą matką, a kiedy Bóg ją odwołał, Maria stanęła przed podjęciem ostatecznej decyzji. Zdawała sobie sprawę, że na przystani, wśród licznych łódek, jedna na nią czeka, by wsiąść, chwycić za wiosła i wypłynąć na głębię.

Śpiew: Wypłyń na głębię...

Przystań na ciebie czeka, łódek na brzegu bez liku,
jedna do drugiej podobna,
tylko wskoczyć, tylko wsiąść
i za wiosła chwycić i odbić od brzegu .....
Tylko którą z nich wybrać ?
Tylko do której wskoczyć ?
i dokąd potem płynąć ?

nęcących przystani wiele,
łódek urzekających roju
trudno wybrać najlepszą

a wybrać trzeba
a wsiąść trzeba
by nie dać się urzec łatwiźnie
pozorom zewnętrznym
ułudnym przystaniom ...
O. Dominik Wider OCD

Dwudziestopięcioletnia Maria nie dała się urzec łatwiźnie i pozorom zewnętrznym. Zrezygnowała z przyjemności życia, by wyszukiwać chorych, biednych i sieroty w nędznych mieszkaniach i poświęcić się ich pielęgnacji. Odszukiwała ich, bo wiedziała, że udręczeni, w przebraniu nędzarzy - to Jezus, a odnajdując ich, odnajduje Boga. Bóg dał jej serce pełne miłości do każdego człowieka. Maria najlepszą cząstkę obrała, bo pragnie ukazywać miłość, nadać jej sens i cel trwania. W tym trudnym zajęciu szła naprzód wraz z trzema dziewczętami: Klarą Wolff , ze swoją siostrą Matyldą i z Franciszką Werner.
I tak przed blisko170 laty, w dniu 27 września 1842 roku zostały położone podwaliny pod dzieło, które z widocznym Bożym błogosławieństwem wspaniale rozwinęło się pod przewodnictwem Marii Luizy Merkert,. Ale jak każda Boża sprawa przechodziła i ona trudne doświadczenia.


Zaledwie wiosna
drzewa liściem pokryła
a już szarpie nimi wichura
niejeden liść z wiatrem uleci

inny się burzą umocni
a drzewo wichrom się ostoi.
gdy mocne zapuściło korzenie...
O.Dominik Wider OCD

Działalność, jak na owe czasy była nowatorska. Niezrozumienie idei ambulatoryjnej pielęgnacji chorych doprowadziło do rozwiązania stowarzyszenia. Matylda Merkert – pierwsza ofiara pracy charytatywnej, zmarła w Prudniku w maju 1846 roku. Klara Wolff zmarła w Bystrzycy Kłodzkiej w styczniu 1853 roku.
Maria Merkert umiała przyjąć upokarzające słowa, nawet posądzenia, bo wiedziała, że „wszystko jest wolą Bożą”. Nie zadawała pytań : dlaczego?
Wiedziała, że żywe kamienie, przeznaczone do budowania niebieskiego Jeruzalem muszą być wygładzone na tym świecie uderzeniami przeciwności i ucisków, oraz że przez wiele utrapień wchodzi się do chwały niebieskiej. Przyjęła chętnie trudności, bo była przekonana, że jej czyny są zgodne z wolą Bożą, stosownie do słów Chrystusa: „Wszystko , co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” Mt 25,40.
Te słowa były dla niej gwarancją, że dokonała właściwego wyboru. Zdawała sobie sprawę z tego, że została powołana, by opiekować się biednymi.
Po kilku miesiącach bolesnego rozeznawania, Maria zdecydowała powróć do chorych, by ich pielęgnować w miejscu zamieszkania. Wraz z Franciszką Werner w 1850 roku wznowiła samarytańską posługę chorym w duchu św. Elżbiety, którą też obrała za patronkę tworzącej się wspólnoty zakonnej.
Od młodości spotykała się z różnymi religiami, stąd też w swej działalności charytatywnej wychodziła naprzeciw chorym, biednym i potrzebującym różnych wyznań.
Uczyła nie tyle przy pomocy słów , ile wzorem swego życia. Wiele dziewcząt, porwanych jej przykładem, zapalonych bohaterstwem miłości bliźniego, garnęło się do Matki Marii Merkert, by móc współdziałać w tym pełnym poświęcenia dziele. Wkrótce skromna Maria Merkert została wybrana przełożoną licznego Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety, chociaż tego nie przypuszczała, ani nie zamierzała przy wyborze swego powołania. Gorliwością, ofiarnością, bezgranicznym oddaniem się powołaniu, zdobyła uznanie dla Zgromadzenia. Żywiła gorące pragnienie , by siebie i wspólnotę ściśle związać z Kościołem i otrzymać jego błogosławieństwo. Chociaż spełnienie tego pragnienia nie było łatwe - doczekała się złożenia ślubów zakonnych 5 maja 1860 roku i zatwierdzenia Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety przez Kościół 7 czerwca 1871 roku.

Możemy zapytać: jakże to było możliwe, że w początkach tak nieznaczne dzieło, w krótkim czasie mogło osiągnąć tak wielki rozwój?
• To Bóg natchnął cztery dziewczyny tym wspaniałomyślnym postanowieniem służenia ubogim i chorym w ich własnych mieszkaniach.

• To Bóg obdarzył bł. Marię Luizę Merkert przymiotami ducha i serca, które były konieczne dla wzrostu dzieła.

• On też dla tych bohaterskich dziewcząt otwierał coraz to nowa pola działania. Już za życia błogosławionej Marii Luizy siostry pracowały w 10 diecezjach, obejmując swą działalnością tereny Polski, Niemiec, Czech i Szwecji. Matka wysyłała tam siostry, by niosły wszystkim miłość, by nadały jej sens i cel trwania.

Tak więc starsi i ułomni ludzie znajdują opiekę w swych własnych mieszkaniach, setki osieroconych dzieci znajduje przytułek w domach sióstr, tysiące głodnych otrzymuje regularne posiłki, bo Matka Maria wiedziała, że największe przykazanie to:
"Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem, a bliźniego swego jak siebie samego". Mt 22,36-39
Do chorych Maria zbliżała się z wielką miłością, odnosiło się wrażenie, że przeżywa tajemnicę spotkania Boga w człowieku W każdej osobie starała się rozbudzić nadzieję, która pochodzi od Boga.

Matka Maria Merkert
miłując Boga w bliźnich,
miłując bliźniego w Bogu;
niosła cierpiącym ulgę,

sierotom - była opiekunką i matką,
opuszczonym udzielała schronienia,
kalekom i nieszczęśliwym
– niosła osłodę i pomoc,
rozpaczających pocieszała,
smutnym niosła ukojenie.

 
W Nysie nazywano Ją "kochaną matką wszystkich”.
Wracając z kościoła często sama załatwiała zakupy i zanosiła żywność potrzebującym; zabiegała o to, by wszystko było starannie przygotowane. Kiedy uboga kobieta prosiła o parę butów, zdjęła swoje i dała proszącej. Nie rozpoczynała swego talerza zupy dopóki nie przekonała się, czy chorzy otrzymali już swoją porcję. Serdecznie kochała sieroty, zastępowała im matkę., pielęgnowała je troskliwie i z miłością mówiła: "dla biednych dzieci powinnam być matką".

Posiadała prawdziwie elżbietańskie serce dla każdego człowieka, szczególnie jednak dla ubogich i chorych. Miłościwym okiem spoglądała na cierpienia drugich, a słowa jej były zawsze słodką pociechą, gdyż pochodziły z serca i do serca trafiały. Tym, którzy przychodzili szukać u niej pomocy, nie pozwalała odejść bez wsparcia. Często dawała biednym ostatnie ziemniaki, ostatni kawałek słoniny, ostatni grosz. Zawsze ufała Bożej Opatrzności i mimo, że brakowało jej ludzkich środków do działania, z Bożą pomocą potrafiła zaspokoić oczekiwania bliźnich, przychodzących do niej z prośbą.
Wielkim bólem napełniała ją świadomość, że nie może pomóc wszystkim ubogim.

Pielęgnowała życie modlitwy, stąd też jej wielka troska, by siostry mogły mieć własną kaplicę - miejsce modlitwy. Msza Święta, Komunia św. były dla niej codziennym pokarmem i siłą do miłości Boga w biednych, chorych i potrzebujących. Była zawsze pogodna. Darzyła siostry gorącą miłością, podnosiła je na duchu i zachęcała do miłości siostrzanej oraz radości. Siostry cieszyły się, gdy mogły z Matką Marią pójść do pobliskiego gimnazjum, by prać i płukać bieliznę. W Jej obecności wszyscy czuli się szczęśliwi i bezpiecznie. Oto tylko niektóre szczegóły z Matki Marii życia , zapisane przez współsiostry.

 
Maria Luiza Merkert zmarła w sile wieku,
mając 55 lat odeszła po nagrodę do Pana.
Jej krótka ziemska wędrówka
była pełna błogosławieństw i dobrodziejstw,
które stały się udziałem cierpiącej ludzkości.
Oddała swe życie
w służbie biednym i cierpiącym,
udzielała opieki Panu samemu
w Jego chorych i potrzebujących
nie tylko raz
lecz setki,
tysiące.

A Bóg, któremu wiernie
i wytrwale służyła
stał się jej wielką nagrodą
i dziedzictwem w wieczności.
Pan powiedział jej:
pójdź błogosławiona
i posiądź Królestwo -
ponieważ,
gdy w braciach moich
łaknąłem,
pragnąłem,
gościem byłem,
byłem nagim,
chorym...
nakarmiłaś mnie, odwiedziłaś mnie,
przyszłaś do mnie .

Potomni nazwali Matkę Marię Merkert :
"największą kobietą XIX wieku", "Aniołem dobroci",
Skałą, na której Boże dzieło - Zgromadzenie Sióstr św. Elżbiety mogło być budowane", "Śląską Samarytanką "i "Samarytanką z Nysy.

Matka Maria Merkert - to kobieta czasów trudnych,
to kobieta, która trwała przy powołaniu wbrew nadziei,
to kobieta wiary i niesamowitego męstwa,
kobieta zakorzeniona głęboko w Bogu,
to kobieta, która budowała wytrwale
a jej budowla jest wielka.
 
Relikwie bł. Marii Luizy Merkert spoczywają w bazylice św. Jakuba w Nysie, w kaplicy Świętej Trójcy. Bł. Maria Luiza Merkert – Śląska Samarytanka, błaga u Boga za tymi, którzy zanoszą do niej swe prośby i proszą o Jej wstawiennictwo. Dzisiaj prosimy Boga o jej kanonizację

Piosenka: Matko Mario ...

s.M. Margarita Cebula CSSE

Nysa, 14.11.1987; 27.09.2002, 2007, 2011.
Czas ucieka, wieczność czeka
 
Reklama
 
 
Bogu mojemu
Panu i Stwórcy wszystkiego
ofiaruję siebie, moje życie,
zdolności i dokonania,
które są Jego łaską i darem.
Zatracając się w Nim
odnajduję
większą wolność i godność.
Odnajduję życie,
którym On mnie obdarza!
Panie mój i Boże,
uczyń mnie narzędziem
i odblaskiem
Twego miłosierdzia!
A.D. 2011

* * *

Koh 2,21
 
Chwała Ojcu -
Panu i Stworzycielowi!
Chwała Synowi -
Bratu i Oblubieńcowi!
Chwała Duchowi -
Dawcy Życia i Świętości!
CHWAŁA
TRÓJJEDYNEMU BOGU -
ODWIECZNEJ MIŁOŚCI!
Wdzięczne
TE DEUM LAUDAMUS
za łaski i dary
Boga i ludzi
i już dzisiaj za wszystko
co następne lata przyniosą!
A.D. 2000

* * *

Koh 2,21
 
Łącznie stronę odwiedziło już 49546 odwiedzający
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=