Referat 2003
 s.M. Margarita Gabriela Cebula CSSE
 
 
Miłość Boga i bliźniego
 węzłem
doskonałości i świętości
Służebnicy Bożej Marii Merkert

Kiedy Matka Maria Merkert – „wielka Kobieta ludu śląskiego, wielka nysanka, dla której liczył się człowiek cierpiący, opuszczony, człowiek osamotniony, niezrozumiany”[1] – w dniu 14 listopada 1872 roku narodziła się dla nieba, do miasta przybywały grupy ludzi różnych stanów i zawodów, biedni i bezdomni, by po raz ostatni spojrzeć na „Kochaną Matkę wszystkich” i dotknąć Ją różnymi przedmiotami, które zachowali jako relikwie. Nikt nie wątpił, że zmarła święta. Jej śmierć pogrążyła w żałobie tysiące ludzi. Pogrzeb stał się manifestacją; najstarsi mieszkańcy Nysy nie pamiętali tak wielkiego zgromadzenia. Ponad 5 tysięcy ludzi oddało Jej ostatnią posługę; wielu prosiło o pamiątkę po Kochanej Matce Marii Merkert. Na twarzach sióstr i wiernych rysował się smutek.
 
Słowo na wstęp
Co powoduje wasz smutek? - takie pytanie nad otwartą jeszcze mogiłą Matki Marii skierował do sióstr ks. F. Neumann, proboszcz parafii św. Jakuba.
I pytał dalej: Czy jest to zatroskanie, że w waszym dźwiganiu trudów i ciężarów ludzkiej nędzy zabraknie wam kierowniczej, silnej i zachęcającej ręki troskliwej Matki, bez której możecie osłabnąć?. A następnie powiedział: myśl o przykładzie Matki niech was wzmocni, byście były i pozostały godnymi córkami tak mężnej niewiasty.
Duchowo przez nią kierowane idźcie odważ­nie i działajcie!
Nie żyła daremnie! Jej miłość Boga i ludzi działa nadał i unosi się do Boga jako wzrastająca ofiara dziękczynna.[2]

W tym samym dniu, w czasie wieczornego nabożeństwa prefekt „Carolinum” ks. Artur König skierował do sióstr następujące słowa:
Liczniej niż  kiedykolwiek zgromadziła św. Elżbieta swoje córy w tutej­szej kaplicy...
Miejsce, z którego Droga Matka tak chętnie uczestniczyła w nabożeństwach wieczornych jest puste 
Ona, przez 30 lat uważała za swoje najmilsze zajęcie koić miłującą ręką rany ciała i duszy.  Ona, ocierała łzy...
Jej ucho było otwarte na każdą skargę.
Miłościwym okiem spoglądała na cierpienia drugich, a słowa jej były zawsze słodką pociechą, gdyż z serca pochodziły i do serca trafiały.
... Ona sama was pociesza.
... Ona przemawia wymownie do kochających serc, które pragną Jej głos zrozumieć.
Spróbuję udzielić słów tej niemej mowie, skoro było mi danym przez przeszło cztery lata oglądać jej cichą, skromną, a jednak wielką działalność i przez Jej łagodne i uprzej­me spojrzenie wglądać głęboko w jej szlachetną duszę.
Posłuchajcie słów zza grobu:
 „Nie płaczcie!" — tak mówi do was Siostry. Popatrzcie, za mną leży długi, pełen trudu dzień. Dźwigałam wiele trosk i cierpień, wiele boleści, wiele zmartwień i zapoznanie było moim udziałem.
... za apostołem mogę powtórzyć — pracowałam, ale nie ja, lecz łaska Boża ze mną. Dlatego dziękujcie wraz ze mną za tę na­grodę, do której powołała mnie błogosławiona śmierć.
... Nie płaczcie, wy ubodzy do których przez lat 30 należały moje ręce i serce!
Moje drogie córy, nie opuszczą was,
one, poprowadzą dalej to dzieło, które łaska Boża powołała przez moje słabe siły do życia i do wzrostu
one, w najdalsze pokolenia nieść będą po­ciechę i ulgę cierpiącym!
 
... moja miłość pozostanie z wami, a u Tronu Miłości miłosiernej i łaski mogę skutecznie pro­sić za wami;
... mój duch jest z wami, a jeśli jestem wam rzeczywiście drogą, to pozostanę wśród was w pamięci i modlitwie, a mój przykład będzie wam drogowskazem.

Uczcie się przede wszystkim serdecznego poddania się świętej Woli Bożej w cierpieniu. Pamiętajcie przy tym o naszej świętej Matce Elżbiecie.
... córki moje, mówcie z cierpliwym Hiobem: „Bóg dał, Bóg wziął, niech imię Jego będzie błogosławione!"[3]
 
A co odpowiemy my na te słowa?
... pociesza nas niezłomna nadzieja, że po wszystkich troskach i trudach, możesz spo­czywać na Najświętszym Sercu i wstawiać się za nami.
Pamięć na Twoją wielką i gorącą pobożność, na twoją anielską cier­pliwość i na twoją czynną miłość bliźniego niech stoi zawsze przed na­szymi oczyma i będzie drogowskazem naszego życia i działania.
My twoje córy chcemy jednoczyć z Tobą w miłości i modlitwie, a kiedyś zjednoczone z Tobą, na wieki wy­chwalać ojcowską dobroć Boga.
  
Miłość Boga i bliźniego węzłem doskonałości i świętości

1. Miłość Boga

... pociesza nas niezłomna nadzieja,
 że po wszystkich troskach i trudach
 możesz spoczywać na Najświętszym Sercu
i wstawiać się za nami.

Jesteśmy ludźmi obdarowani łaską wiary, mamy więc obowiązek związania się z Bogiem poprzez dar pobożności. Nie chodzi tutaj o pobożność jedynie uczuciową i okazywaną na zewnątrz, ale o dar Ducha Świętego: rozumną, spokojną i żywą pobożność wewnątrz naszego serca. Każdy człowiek winien jest Bogu objawio­nemu w Jezusie Chrystusie i w mocy Ducha Świętego cześć, pamięć, wdzięczność i posłu­szeństwo.
Serce prawdziwie pobożnego człowieka ucieka się do źródła naj­czystszej miłości - Serca Jezusa. To w nim mo­że znaleźć odpowiedź na swoje pytania, niepo­koje i bóle.
 
U Źródła Miłości

Kult Serca Jezusowego pozwalał Matce Marii Merkert głęboko przeżywać podstawową prawdę naszej wiary, że Bóg jest miłością. Na tę prawdę starała się odpowiadać całym swoim życiem. Mimo iż niewiele napisała o Najświętszym Sercu Jezusowym, w swoim życiu pielęgnowała te cnoty, którymi przepełnione jest Serce Jezusowe: bezinteresowną miłość bliźniego, cichość, cierpliwość, pokorę. Do naśladowania tych cnót zachęcała również siostry. Swoje zatroskanie o rozwój czci Serca Jezusowego, wyraziła w liście noworocznym z 1869 r., zachęcając siostry do wykorzystania każdej trudnej sytuacji dla okazania Chrystusowi swojej wierności i miłości. Taką okazją jest cierpliwe znoszenie błędów drugich:
"Pomne własnych błędów, uczmy się od Serca Jezusowego ze szczególną cierpliwością znosić słabości naszych bliźnich, a wtedy już tu naszą nagrodą będzie pokój wewnętrzny i zewnętrzny, a przy końcu życia Bóg pokoju - ufamy Jego miłosierdziu - da zażywać wiecznego pokoju".[4]
Pragnęła także, by dzięki rozważaniu cnót Najświętszego Serca Jezusowego, umocniło się w sercach sióstr dążenie do cierpliwości, pokory, posłuszeństwa oraz wyłącznej miłości Boga i bliźniego. Pragnienia te wyraziła w ostatnim liście noworocznym z 1872 r., napisanym do wszystkich sióstr Zgromadzenia:
"Nasze siły poświęcimy jedynie dla Jego chwały i zawsze dążyć będziemy do tego, by w naszym Zgromadzeniu rozkwitały coraz bardziej cnoty, których wymagają nasze święte śluby"; "ćwiczmy się w szczerej miłości Boga i bliźniego, w pokoju i zgodzie, w serdecznym współczuciu z ubogimi i chorymi, we wzajemnej cierpliwości, w pełnym miłości znoszeniu duchowych i fizycznych ułomności, w wielkim samozaparciu w myśl słów Chrystusa Pana, że tylko gwałtownicy posiądą Królestwo niebieskie".[5]
Rozwój cnót Matka Maria wiąże z umiejętnością współpracy z łaską Bożą, dlatego największym Jej pragnieniem jest: "aby przy wzrastających obowiązkach siostry wzrastały również w łasce Bożej".[6]
Serce Jezusa wskazuje drogę do współuczestnictwa w życiu Bożym i czerpania ze źródeł zbawienia, którymi są Jego sakramenty. Działalność apostolsko-charytatywną Matka Maria rozpoczęła i prowadziła w zjednoczeniu z Bogiem: przystępowała do sakramentu pokuty, o którym tak pisze w 1860 roku: "Jestem już po spowiedzi i jestem szczęśliwa na myśl, że Bóg jest przebaczającym Ojcem i spogląda na mnie z miłością"[7], uczestniczyła we Mszy św.; poświęciła siebie i ubogich, chorych i powierzonych opiece, najbliższych i całe dzieło miłości miłosiernej Najświętszemu Sercu Jezusowemu, które jest pełne miłosierdzia i litości.
Cnotą, która najbardziej cechuje Najświętsze Serce Jezusowe jest miłość. Według Matki Marii miłość sióstr winna się charakteryzować ofiarnością i poświęceniem. Najlepszym sprawdzeniem miłości ku Bogu jest miłość bliźniego, dlatego też Matka Maria przynagla siostry by: "tylko dobrze czynić, wszystkich kochać w Bogu".
O rozwoju cnoty miłości Boga i bliźniego aż do granic heroizmu, dowiadujemy się z Jej listu do magistratu nyskiego z 04 listopada 1850 r.: "Nie lękamy się żadnej niewygody i ofiary. Nie odstrasza nas nawet myśl, że choroba pierwszego podopiecznego, który zażąda pomocy, może być przyczyną naszej śmierci".[8]
Akcentem podkreślającym miłość Matki Marii do Serca Jezusowego jest wezwanie modlitewne umieszczone na końcu listu:
"z zapewnieniem mojej wiernej, szczerej matczynej miłości, polecam, zamykam wszystkie w Boskim Sercu i proszę o częstą pamięć w modlitwie".[9]
 
Pełnić wolę Bożą

... Uczcie się przede wszystkim
serdecznego poddania się
 świętej woli Bożej w cierpieniu....
córki moje, mówcie z cierpliwym Hiobem:
„Bóg dał, Bóg wziął,
 niech Jego imię będzie błogosławione!"

Pierwszą odpowiedzią Matki Marii była postawa ufności wobec Boga, całkowite zdanie się na Jego Opatrzność, chociaż może czasami nie rozumiała dróg, którymi prowadziła ją Boża Opatrz-ność. Odpowiedzią na niepojętą miłość Boga, była Jej gotowość pełnienia woli Bożej. Dostrzegała ją we wszystkich wydarzeniach oraz sytuacjach życiowych i chętnie się z nią zgadzała. Różne trudne sytuacje życiowe, krzyże, choroby przyjmowała jako wyraz woli Bożej. Pomimo niezrozumienia pozostała wierna temu, co należało do Boga i w sumieniu odczytała jako Jego wolę: "{uczyniłyśmy tylko to, co uważałyśmy za właściwe przed Bogiem i własnym sumieniem"[10].
 
Oni jednak nie rozumieli (por. Łk 2,50)
Siła chrześcijanina to nie tylko czynienie dobra, ale także znoszenie zła.[11] W wyczerpującym trudzie samarytańskiej posługi, Matka Maria zmagała się z licznymi przeszkodami, które napotykała starając się ulżyć niedoli najbardziej potrzebujących. Posługa pełna współczującej dobroci i poświęcenia, powodowała agresję niektórych z otoczenia. Wśród piętrzących się trudności, Matka niosła miłosierdzie, które odnosiła do Źródła, a więc do Boga miłosiernego, sobie przypisując jedynie rolę narzędzia w Bożych rękach. Ale właśnie owo narzędzie było ciągle uświęcane przypływem miłosierdzia, zakotwiczonego w Miłosiernym Ojcu. Matka Maria napisała: "Osiągnięcia dodają nam odwagi, usposabiają do radosnego podejmowania trudu powołania (...), ale w pokorze serca musimy przyznać, że jesteśmy sługami z daru łaski udzielonej nam przez Boga." [12]
Naśladując Jezusa, Matka Maria oddała Mu swe serce i zaryzykowała wszystko. Służyła ludziom nie licząc na wdzięczność, pochwałę, nawet na to, że im skutecznie pomoże: Ubodzy często byli niewdzięczni, ale mimo to Matka Maria rozdzielała całą dłonią.[13] Z pokorą przyjmowała niesłuszne wyrzuty, pamiętając słowa Pana: Jeżeli Mnie prześladowali, to i was prześladować będą (J 15, 20). Spokojnie słuchała, kiedy innym dziękowano za to, co zrobiły Ona i Szare Siostry. Znosiła trudy i prześladowania, zmagała się z niesprawiedliwością:
- od 1843 r. w prasie ukazywały się oszczercze artykuły,[14]
- wróg wszelkiego dobra miał swoich pomocników i wraz z nimi rozsiewał truciznę przeciw siostrom, by zniechęcone zaprzestały swego rozpoczętego dzieła. (...)Pomne na słowa Pana: «Błogosławieni, którzy prześladowania cierpią (...)», spokojnie i bez rozgłosu, z radosnym obliczem szły przez ulice miasta, nie bacząc na to, iż rzucano na nie kamieniami, szczuto psami i że wrogowie je nienawidzili.[15]
- w 1846 r. Marię podstępnie zmuszono do wstąpienia do zgromadzenia, które jak później zauważyła, niechętnie podejmowało ambulatoryjną pielęgnację chorych[16]; był to początek dramatu powołania Szarych Sióstr: jest nas tylko dwie, podczas gdy dawniej było 9 członkiń[17], piszą Maria i Franciszka w 1850 roku
- w 1849 r. zapomogę, którą przyznano Szarym Siostrom w dowód wdzięczności za pielęgnację i wspieranie ubogich, wręczono Siostrom Boromeuszkom;[18] podobnie legat 2000 talarów.
- od 1850 r., po odejściu Marii i Franciszki z nowicjatu Sióstr Boromeuszek w Nysie, rozpoczęło się pasmo, zdawałoby się nie kończących pomówień, oszczerstw i krzywd duchowych oraz materialnych: "stałyśmy się kamieniem obrazy, zgorszeniem dla niektórych (...), naszą decyzję tłumaczono błędnie i nieżyczliwie (...), z tego powodu zniesławiono nas i prześladowano. Nie życzono mi nawet schronienia na świeżym wiejskim powietrzu, którego ja, Franciszka Werner (...) szukałam. Dom (...), kaplica (...), ołtarz, jak również zapewnione legaty (...) wszystko jest w obcych rękach".[19]
- kapłanów diecezjalnych, którzy wspierali Matkę Marię, biskup przenosił na inne parafie, poza Nysą, niektórzy z nich przeszli do zakonu,
- bezpodstawnie odmawiano Jej sakramentów świętych[20],
- w 1850 r. w obecności miejscowego proboszcza i przedstawiciela miasta, Maria była przesłuchiwana i zmuszono ją do złożenia przyrzeczenia, że nie będzie dochodzić swoich słusznych praw (m. in. zwrotu spadku po rodzicach[21]).
W takiej sytuacji, aby nie rozproszyć (...) siły w daremnej walce przeciw trudnościom[22], Matka Maria szukała skutecznej pomocy u przedstawicieli miasta. W odpowiedzi zarząd miasta Nysy zapewnił opiekę nad działalnością i poinformował, że: z powodu różnorodnych machinacji oraz szerzenia fałszywych pogłosek i podejrzeń, dotykających szczególnie dobrego imienia, nie możemy niestety nic uczynić, gdyż leży to w kompetencji sądu zwyczajnego.[23] Matka Maria nie zrezygnowała z człowieka będą-cego w potrzebie. Pozostawiając Bożemu miłosierdziu oszczerstwa i pomówienia, doznane krzywdy, skorzystała z drugiej możliwości, pragnęła podzielić się z miłosierdziem, które sama otrzymała w darze od Boga. Doświadczenie Bożego miłosierdzia niejako wycisnęło na Jej sercu głębokie pragnienie bycia wielkodusznym. Sumiennym wypełnieniem obowiązków powołania pragnęła bronić się przed zniesławianiem i zawsze była gotowa, niezrażona wrócić tam, gdzie poprzednio odrzucono Jej pomoc: "jesteśmy zdecydowane ze zdwojonym nawet zapałem poświęcić nasze siły cierpiącym oraz tym wszystkim, którzy będą prosić o naszą pomoc"[24] - pisze w liście do magistratu nyskiego.
Miłosierdzie uczyniło ją wolną od lęku i ukształtowało w niej postawę pełnego zaufania. Miłosierdzie wobec chorych było posunięte do granicy oddania własnego życia. Troski i przeciwności, jakie przeżywała, nie przysłoniły i nie zagłuszyły w niej doświadczenia Bożego miłosierdzia, Jego obecności i opieki. Wszystko jest wolą Bożą. Jestem mocno przekonana, że tak jest, chociaż miałybyśmy jeszcze więcej cierpieć. Dlatego pragniemy pracować odważnie, służyć Bogu radośnie i wiernie.[25]
Swoją ufność w dalszą Bożą pomoc, w darze nowych członkiń, wyraziła słowami: odnośnie naszej skromnej liczby spodziewamy się, że znajdą się jeszcze dziewczęta, które z miłości ku Bogu nie zawahają się dzielić z nami trud i czuwania nocne, nie będą się lękać wyziewów zarazy i ofiary w kwiecie wieku[26].

Kolejne lata nie były wolne od przeciwności:
- w 1851 r. ks. Buchmann napisał: w jak niesłychany sposób katolickie stowarzyszenia zaatakowały Szare Siostry. Celem tych ataków nie jest nic innego, jak tylko zniechęcić te zacne panny niecnym szkalowaniem oraz pozbawić społeczeństwo tego dobroczynnego instytutu.[27]
- w 1851 r. biskup wrocławski napisał: samowolnie utworzone stowarzyszenie wystąpionych nowicjuszek nie może i nie będzie przez nas uznane jako kościelne zgromadzenie[28],
- w 1852 r. , w czasie misji parafialnych siostry otrzymały nie tylko obfite datki, lecz wykorzystały okazję, by porozumieć się z ks. dziekanem Neumannem, który z powodu ich wystąpienia ze Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza był im bardzo przeciwny[29]. Matka Maria poszła, aby przebaczyć i szukać pojednania. Pierwsza podjęła inicjatywę pojednania, pamiętając, że także Bóg jako pierwszy podjął inicjatywę pojednania z całą ludzkością.
- 1869 - ks. E. Müller pisał: (...) już w 1858 r. zabiegały o prawa korporacyjne. Ta wiadomość wywołała we mnie opór i w ten sposób, z powodu mej ograniczoności, stałem się największą przeszkodą w dalszym rozwoju tego instytutu. Ja, który kiedyś byłem zawziętym wrogiem Szarych Sióstr, cieszę się, że mogę czynić pokutę, bo być może, że z głupoty przeszkadzałem Bożemu dziełu.[30]
 
Moc przebaczania

Matka Maria przebaczyła z serca. Modląc się za prześladowców, nie tylko wyjednywała im błogosławieństwo, ale także sama stała się wolna od niechęci, żalu, pretensji, to z kolei zaowocowało osiągnięciem pokoju i jedności, bo co człowiek sieje, to i żąć będzie (Ga 6,7). Zło powoduje zło, agresja rodzi agresję. Ona zaś, idąc wiernie drogą przebaczenia i pojednania stała się narzędziem Bożego pokoju i ambasadorem pojednania, do czego wychowywała młode siostry, o których w 1869 roku pisze ks. E. Müller: Są narzędziem pojednania między katolikami i innowiercami. (...) są dla nas szczególnym darem łaski zesłanym z nieba dla naszych trudnych czasów. (...) są tak jak św. Elżbieta «wszystkim dla wszystkich». Gdzie nie udaje się je wprowadzić, znikają bez wywoływania sensacji. Wypadek taki zdarzył się raz (...) w Filipov w Czechach (...), tak cicho znikły jak i przyszły, pozostawiając wszelkie urządzenia Boromeuszkom[31].
Miłosierdzie Boże, przyjęte przez Matkę Marię z pokorą i prostotą, wlało w Jej serce nadzieję, która pozwalała mężnie znosić wszystkie trudne sytuacje.
Przebaczenie jest podwójnie błogosławione, albowiem Bóg błogosławi temu, który przebacza i temu względem którego przebaczenie zostało skierowane.[32]
Zauważmy, że przebaczenie okazało się rzeczywiście błogosławieństwem. Bóg w sposób bardzo widoczny błogosławił Zgromadzeniu Sióstr św. Elżbiety, zwłaszcza w darze nowych członkiń, a także otwierając serca licznych dobrodziejów i fundatorów (nie tylko wśród katolików). Błogosławił również Zgromadzeniu Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza. Oba Zgromadzenia, jedno z bullą papieską, nasze na prawie diecezjalnym, były obdarowywane prawie tą samą liczbą nowych członkiń, a działalność apostolsko-charytatywną rozwijały równorzędnie.[33] To tylko zewnętrzne znaki błogosławieństwa przebaczania, a nie sposób policzyć błogosławieństw duchowych, które jedynie Bogu są znane. Można powiedzieć, że miłosierdzie uwidocznione w przebaczeniu otwarło drogę dla egzystencji i dalszego rozwoju naszego Zgromadzenia.
 
2. Miłość bliźniego

Miłościwym okiem
 spoglądała na cierpienia drugich,
a słowa jej były zawsze słodką pociechą,
 gdyż z serca pochodziły i do serca trafiały.

Serce, które oddaje się całkowicie Bogu i doznaje Jego miłosierdzia, otwiera się jednocześnie w duchu miłosierdzia ku wszystkim siostrom i braciom.[34]
Jakże wielkie było doświadczenie daru Bożego miłosierdzia u Matki Marii, skoro mimo tylu trudności i takich pomówień czuła się przynaglona, by dzielić się miłością miłosierną z innymi. W ten sposób uczestniczyła w staraniach Jezusa, aby miłosierdzie Ojca rozlało się na cały świat. Miała też świadomość, że nie jest w stanie pomóc wszystkim ubogim[35]. Nowym sytuacjom Matka stawiała czoło ze spokojem, jaki płynie z przekonania, że od każdego oczekuje się nie tyle sukcesu, co raczej wysiłku wierności (VC 63). Ewangelia stała się dla Matki Marii rzeczywistością działającą dzięki miłosierdziu, które jest chwałą Kościoła i znakiem wierności Chrystusowi (por. VC 82): Bądźcie miłosierni jak Ojciec wasz jest miłosierny (Łk 6,36).
 
Widziała i przejęła się potrzebami

Dostrzegając w najbardziej potrzebujących Chrystusa, Matka Maria ze wzruszającą subtelnością pochylała się nad wszelkimi krwawiącymi ranami ubogich, chorych, cierpiących, aby nieść pomoc, pogodę, pociechę, nadzieję w miejscu ich zamieszkania[36], w szpitalach, szkołach i sierocińcach[37]. Do pielęgnacji chorych Matka Maria, Matka Franciszka i pierwsze Siostry św. Elżbiety zobowiązały się przyrzeczeniem.[38] Opieki i pielęgnacji Szare Siostry udzielały wszystkim chorym i w każdym czasie; ubodzy i znajdujący się w niebezpieczeństwie śmierci mieli pierwszeństwo. Według Jana Pawła II nasza służba przedłuża w czasie posługę miłosierdzia Chrystusa[39].
 
Działalność apostolsko-charytatywna

Wy ubodzy do których przez lat 30 należały
moje ręce i serce!
moje drogie córy, nie opuszczą was,
one, poprowadzą dalej to dzieło,
które łaska Boża powołała
przez moje słabe siły do życia i do wzrostu
one, w najdalsze pokolenia
będą nieść po­ciechę i ulgę cierpiącym!

Popatrzmy przez chwilę na dzieła jakie pozostawiła Matka Maria.

 
- Działalność charytatywna
1. obejmowała wszechstronną opiekę chorych w ich własnych domach: wezwanie lekarza, pielęgnacja chorego zgodnie z zaleceniami, toaleta chorego, rozmowy z chorym, czuwania nocne, zakupienie lekarstw, przygotowanie posiłków, nakarmienie chorego, zaopatrzenie w niezbędną odzież, towarzyszenie przy śmierci, ubranie i pogrzebanie zmarłego, wsparcie materialne i opieka nad najbliższą rodziną zmarłego. Dla tej posługi siostry korzystały z zaoszczędzonych własnych funduszy, z datków otrzymanych od dobrodziejów, w mniejszym stopniu z funduszu Miejskiej Kasy Ubogich.
Na terenie Śląska Matka Maria założyła 52 placówki podejmujące pielęgnację ambulatoryjną; na terenie Wielkopolski 4 placówki, na terenie Niemiec - 14, Szwecji - 2 i jedną w Czechach. Opieką obejmowano nie tylko chorych danej miejs-cowości, ale również w kręgu kilkunastu kilometrów. Na każdej placówce wydawano bezpłatne posiłki dla biednych (śniadanie, obiad, kolację).
            Liczba pielęgnowanych chorych i wydawanych posiłków:
- w Nysie
            Rok                liczba chorych             wydane posiłki
            1856                            577                              18 547
            1865                            431                              23 325
            1867                            447                              22 771
            1870                            374                              23 585
 
- w całym Zgromadzeniu Sióstr św. Elżbiety
            Rok                 liczba chorych                        wydane posiłki
            1871                            16 622                178 503
            1872                            13 484                238 876
 
 
2. Opieka nad chorymi w czasie epidemii tyfusu, cholery, ospy w latach 1846-1848, 1852-1853, 1866, 1870-1871.
 
3. Domy dla osób w podeszłym wieku obojga płci, doraźna opieka.
W latach 1857-1872 Matka Maria Merkert otwarła na terenie Śląska 6 domów dla osób w podeszłym wieku (Głubczyce, Wrocław, Nysa (8 - 10 osób), Złotoryja, Bielawa, Chełmsko Śląskie. Na pozostałych placówkach podejmowano doraźną opiekę, udzielając we własnym domu schronienia, opieki i wyżywienia na pewien okres czasu.
 
 4. Szpitale (prywatne, miejskie, wojskowe, szpitale polowe)
Od 1854 roku siostry prowadziły szpitale prywatne, wiejskie i miejskie (Prudnik, Głubczyce, Niemodlin, Jelenia Góra, Kąty Wrocławskie, Chełmsko Śląskie, Otyń, Makowice, Goświno-wice, Bardo Śląskie, Kożuchów, Koźle). Poza Śląskiem w Lesznie i w dwóch szpitalach na terenie Niemiec. Niektóre ze szpitali fundatorzy przekazali Zgromadzeniu.
Od 1866 roku siostry pielęgnowały żołnierzy w 3 szpitalach wojskowych (Nysa, Wrocław i Kłodzko) i w dwóch na terenie Niemiec.
Matka Maria Merkert umiała podejmować ryzykowne przedsięwzięcia, zwłaszcza w czasie kolejnych wojen (1864, 1866, 1870/71), kiedy to śpieszy z samarytańską posługą rannym żołnierzom i jeńcom wojennym (Polakom, Niemcom, Austriakom, Rosjanom, Grekom, mahometanom) na polach walki i w szpitalach polowych na Śląsku i w Wielkopolsce, w Czechach, Niemczech, Francji i Danii.
 
- Działalność wychowawczo-oświatowa
zainicjowana w naszym Zgromadzeniu przez Matkę Marię Merkert była odpowiedzią na aktualne potrzeby ludności.
 a. Sierocińce, doraźna opieka nad sierotami.
Opieka nad biednymi dziećmi była szczególnie ukochanym dziełem Matki Marii. Siostry prowadziły sierocińce w Bielawie (13 sierot), Dusznikach Zdroju (18), Nysie Dom Macierzysty (20-25), Prudniku (6)[40], Świdnicy oraz w Królewcu, Kamieniu Krajeńskim i Tucznie, w Szwecji i trzy sierocińce na terenie Niemiec. Zgodnie z Konstytucjami były zobowiązane do pełnego wychowania, łącznie z wykształceniem sierot, jak i udzielenia pomocy wychowankowi w wieku dojrzałym, o ile jej potrzebował. Praktycznie w każdym domu zakonnym wychowywano i kształcono jedną lub kilka sierot.

b. Opieka nad dziećmi w złobkach, przedszkolach
Żłobki i przedszkola pełniły rolę ochronek dla niemowląt i dzieci, których matki pracowały poza domem na roli lub w przemyśle. Pierwszy żłobek otworzono w 1858 r. w Głubczycach (95-100 niemowląt i małych dzieci). Kolejne w Prudniku i Głogowie oraz 3 na terenie Niemiec. Niektóre placówki prowadziły sezonowe ochronki dla dzieci.
 
 c. Szkoły elementarne i zawodowe, dokształcanie sezonowe z zakresu prowadzenia gospodarstwa domowego i robót ręcznych.
Siostry udzielały lekcji w szkołach elementarnych (Bielawa, Tworków, Tuczno oraz w dwóch szkołach na terenie Niemiec) i zawodowych (Bielawa, Duszniki Zdrój, Nowogrodziec, Woł-czyn, Bolków, Makowice, Miłków, Żelowice, Biała Prudnicka, Niemcza, Dobromierz, Szprotawa, Siciny, Łącznik, Dzierżysław /15/, Rawicz, Królewiec, Kamień Krajeński, 7 na terenie Niemiec).
Niedobory w zakresie szkolnictwa zawodowego dla młodzieży żeńskiej, zwłaszcza wiejskiej siostry uzupełniały kursami dokształcającymi z zakresu prowadzenia gospodarstwa domowego i robót ręcznych.[41]
 
- Misyjne ukierunkowanie działalności charytatywnej.
Pomocy sióstr oczekiwali zwłaszcza katolicy zamieszkujący miejscowości o znacznej przewadze ludności protestanckiej. Oprócz wyżej wymienionych posług, siostry organizowały również punkty katechetyczne dla dzieci w diasporze. Opieką i pielęgnacją ambulatoryjną obejmowały ludzi innych wyznań. Odważną decyzją podjęcia działalności charytatywnej w Szwecji, Matka Maria Merkert przetarła drogi dla misjonarzy katolickich na protestancką północ.
 
W ciągu swego niedługiego, 55 letniego życia Matka Maria spotkała wielu ludzi. Paradoksalnie, poświęcenie życia najbiedniejszym chorym i najbardziej potrzebującym otworzyło Jej drzwi komnat najmożniejszych ówczesnego świata.
 
Szeroki wachlarz działalności Zgromadzenia wymagał od każdej siostry przygotowania zarówno pielęgniarskiego (siostry zdawały tzw. egzamin chirurgiczny uprawniający do wykonywania drob-nych zabiegów łącznie z dentystycznymi - usuwanie zębów) jak i z zakresu opieki nad niemowlętami, dziećmi, także przygotowania zawodowego i z zakresu umiejętności kobiecych. Powyższe kwalifikacje członkinie zdobywały względnie uzupełniały najczęściej w Zgromadzeniu. Matka Maria Merkert ma swój wkład w podniesienie edukacji członkiń Zgromadzenia i dziewcząt.
 
Pamięć o świątobliwym życiu  Służebnicy Bożej Marii Merkert

... moja miłość pozostanie z wami,
 a u Tronu Miłości miłosiernej i łaski
 mogę skutecznie pro­sić za wami;

Wielu prosiło o pamiątkę po Matce Marii Merkert. Na polecenie Matki Franciszki Werner, w grudniu 1872 roku wykonano relikwiarzyki ze zdjęciem Matki Marii puklem jej włosów i kawałkiem nitki z habitu, które rozdano siostrom i wielu wiernym.
Pamięć o Jej świątobliwym życiu i sława świętości przetrwała do na­szych czasów i rozszerzyła się na Brazylię Rosję, Ukrainę, Amerykę i inne kraje. Ufamy, że nadal pozostanie aktualna. Na przestrzeni ponad 160 lat Matka Maria stała się wzorem do naśladowania, dla tych którzy podobnie jak Ona pragną czynić dobro, służyć innym, wszczepiać w ludzkie serca prawdę, że Bóg jest Miłością. Dzieła, jakie pozostawiła Matka Maria nie przeminęły, wpisały się na trwałe w dzieje Śląska i Europy i rozszerza się na inne kontynenty. W tym sensie Śląska Samarytanka żyje w historii doczesnej w wymia­rze ludzkim i społecznym.
Matka Maria żyje także poza historią - w wymiarze ponadczasowym, nadprzyrodzo­nym. Nadal pełni Ona wolę Boga wobec nas, choć nie zawsze jesteśmy tego świado­mi. Jej wstawiennictwo u Boga za nas pielgrzymujących na ziemi przejawia się w licznych łaskach, cudach, uzdrowieniach. Informują o tym wierni, którzy polecają Jej swoje rodziny, dzieci, bliskich, sprawy trudne, często beznadziejne i proszą o wstawiennictwo u Boga. Są to warunki, które pozwoliły na rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego, czyli procedury prowadzącej do ogłoszenia Jej błogosławioną, a następnie świętą, co popularnie określa się jako "wyniesienie na ołtarze".
 
Niektóre łaski przypisywane wstawiennictwu
Służebnicy Bożej Marii Merkert
1. (l)
Składam moje gorące podziękowanie - staropolskim Bóg zapłać, za tak szczere modlitwy w intencji mojego zdrowia, które Bóg Wszechmogący raczył wysłuchać za pośrednictwem Świąto­bliwej Matki Marii Merkert i powrócił mi znowu zdrowie. W miarę moich sił modliłem się gorąco tę modlitwę do Świątobliwej Założycielki Sióstr Elżbietanek, prosząc o zdrowie za Jej pośrednictwem. Dziś , kiedy już rozpoczynam pracę po tak ciężkiej i bezna­dziejnej chorobie (rozpoznanie m.in. nowotwór nerki lewej), wierzę mocno, że Bóg za przyczyną Matki Marii Merkert w krót­kim czasie dał mi upragnione zdrowie, czego Jej nigdy nie zapomnę.

2. (2)
Niżej podpisana oświadczam , że w czasie od 25 stycznia do 25 lutego 1966 r. ciężko zachorowałam. Straszne bóle w jamie brzusznej tak się potęgowały , że w dniu 29 stycznia 1966 r. Zawieziono mnie w ciężkim stanie do szpitala. Zaraz badał mnie lekarz chirurg i potem oświadczył, za póź­no co najmniej o czte-ry dni. Okazało się, że to skręt jelit i uwięziona przepuklina; już tak daleko zgangrenowana , że gangrena czarna widoczna była na skórze brzucha. Operacja trwała trzy godziny. Dokonano resekcji około pół metra jelita i skóry brzusznej - prostokąt 15x20 cm . Stan mój był beznadziejny. Miałam tylko nadzieję i wierzyłam, że u Boga jest wszyst­ko możliwe, dlatego modliłam się gorąco o własne zdrowie do Serca Bożego i Matki Najświętszej za przyczyna Świąto­bliwej Matki Marii Merkert, wierząc że Ona jest Święta w niebie i może mi tę łaskę wyprosić. W tej samej intencji, za przyczyną Mat­ki Marii Merkert modliły się też Siostry z Prowincji Nyskiej.
Ufna prośba została wysłuchana w krótkim czasie. Ku wielkiemu zdziwieniu lekarzy i personelu szpitalnego - w dniu 25 lute­go 1966 roku stan mojego zdrowia tak się poprawił, że zwol­niono mnie ze szpitala jako zdrową, bez żadnych obaw. Od tego czasu minęło już sześć lat - i zawsze, tak jak przed chorobą pracuję fizycznie z dobrym samopoczuciem. Jestem moralnie przekonana, że zdrowie przywrócił mi Bóg za łaskawą przyczyną Świątobliwej Matki Marii Merkert, za co składam moje gorące podziękowania Bogu, że Jej próśb raczył wysłu­chać.
 
3. (5)
Siostrzenica moja przez kilka lat chorowała poważnie. Zwróciła się do mnie, jako swej bliskiej krewnej z prośbą o pomoc. Zastanawiałam się, jak mam jej ulżyć w cierpieniu. I oto zbawcza myśl . Posłałam chorej obrazek z modlitwą za przyczyną Świątobliwej Matki Marii Merkert - Założycielki Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety, a zarazem poleciłam cho­rej modlić się do Boga o zdrowie za przyczyną Służebnicy Bożej Marii Merkert. Również w tej intencji modliłyśmy się w domu zakonnym. Chora nabrała otuchy i uwierzyła w skuteczność wstawiennic­twa Matki Marii Merkert - i zdecydowała się na operację. Stan chorej był prawie beznadziejny - ufałyśmy bardzo, że Droga Matka Maria Merkert, która na ziemi była tak wielką pomocą wszystkim cierpiącym, spieszyła z pomocą każdemu, przyjdzie i nam z pomocą i uprosi u Boga upragnione zdrowie. Operacja udała się z dobrym skutkiem dla zdrowia chorej. Chora jednak odczuwa lęk, ale modli się i obra­zek z fotografię Matki Marii Merkert przykłada do rany i odczuwa ulgę w cierpieniu. Zwolniono ją ze szpitala jako zdrową z dobrym samopoczu­ciem, "stan mego zdrowia jest teraz taki, jakiego dawno w moim życiu nie pamiętam . Wierzę, że stan obecny mego zdrowia, którym się cieszę - dał mi Dobry i Wszechmocny Bóg - za łaskawą przyczyną Świątobliwej Matki Marii Merkert, Którą o tę pomoc prosiłam z wielką ufnością i wiarą. Bardzo prosiłam Matkę Marię Merkert o łaskę zdrowia i nie zawiodłam się ". Niech za łaski udzielone za przyczyną Służebnicy Bożej Ma­rii Merkert - uwielbiony będzie Bóg w Trójcy Przenajświę­tszej. Niech Bogu będą dzięki.

4. (43)
Rzeźnik pracujący w hali mięsnej przy uboju chorych zwie­rząt obciągał skórę z krowy uprzednio zabitej tak nieszczęśliwie, że duży nóż obsunął się i utkwił mu w płucach. W tym czasie nie było przy nim nikogo. Po jakimś czasie znalezio­no go nieprzytomnego, leżącego we własnej krwi, z nożem w płu­cach. Stan był bardzo ciężki. Rodzina i siostry wszczęły szturm mod-litewny za przyczyną Matki Marii. Modlitwy okazały się skuteczne. Pacjent powrócił ze szpitala go domu. Wszyscy są przekonani, że do uratowania jego życia przyczy­niła się Matka Maria Merkert.[42]
 
 
Matka Maria Merkert człowiekiem na dzisiejsze czasy
... mój duch jest z wami,
 a jeśli jestem wam rzeczywiście drogą,
to pozostanę wśród was w pamięci i modlitwie,
a mój przykład będzie wam drogowskazem.

W ponad 130 lat po śmierci Matka Maria pozostaje nadal aktualna:
- jako kobieta oddana całkowicie Bogu,
- odnajdująca w drugim człowieku Oblicze Chrystusa i heroicznie służąca najbardziej potrzebującemu, cierpiącemu, choremu,
- „wierna wezwaniu Serca Bożego, aby ludzi jednać z Bogiem, z samym sobą i z innymi”[43] i odpowiedzialna.
Jest to przesłanie Jej życia, które oddziaływało i nadal oddziałuje na wielu ludzi.
 
Świat ciągle podzielony jest na bogatych i biednych. Los ludzi chorych, biednych, samotnych i w podeszłym wieku, potrzeba organizowania opieki nad dotkniętymi różnymi nieszczęściami, to problem społeczny od najdawniejszych czasów i stale aktualny, często drażliwy i trudny do rozwiązania. Formy świadczenia miłosierdzia ludziom potrzebującym pomocy zmieniają się w zależności od czasu i konkretnej sytuacji.
W 2001 roku gimnazjaliści postawili sobie pytanie: Kim jest dla nas Matka Maria? I stwierdzili: Mimo odmienności uwarunkowań politycznych, gospodarczych i cywilizacyjnych czasów, w jakich żyła Maria Merkert, sprawy bliskie jej sercu są aktualne również dzisiaj. Za jej przykładem powinniśmy szukać w sobie siły do przezwyciężania problemów, wytrwałości w realizowaniu zamierzeń, wiary w chwilach zwątpienia. Maria Merkert żyła pięknie. Jej życie jest wspaniałą lekcją miłości do drugiego człowieka bez względu na narodowość, wyznanie i pochodzenie społeczne. We współczesnym świecie, w którym jest tak wiele obojętności, pogardy i nienawiści, ta lekcja jest ciągle potrzebna.[44] Tak spostrzega Matkę Marię współczesna młodzież.
 
O. Ambrosius Esser OP, relator sprawy Matki Marii w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w Rzymie tak powiedział sierpniu 2002 roku: Biorąc pod uwagę dzisiejszy stan rzeczy trzeba stwierdzić, że dzisiaj szpitale są nastawione na to, aby chorych jak najprędzej zwolnić; tym samym dzisiaj jest również potrzebna opieka w domu. Szpitale są dzisiaj problemem. Często są bezduszne, nie biorą pod uwagę opiekę duchową nad chorymi. Wszystko stoi raczej pod znakiem technicz­nej skuteczności, aniżeli duchowej lub religijnej opieki.
Panująca ideologia totalnego egoizmu prawie że zakazuje nastawienia, które przekra­czałyby tylko medyczną opiekę. Od strony Holandii zagraża projekt euta­nazji, która tam od wielu lat jest już przeprowadzana.(...) Istnieje niebezpieczeństwo, że ta praktyka przeniesie się z Holandii na inne kraj jak Niemcy, Austria i dalej na Europę Wschodnią. Wówczas mogą się zdarzyć takie wypowiedzi jak np.: "Dziadku może zrobimy to już teraz, bo my mamy już przygotowane plany wakacyjne?" W przyszłości wiele ludzi będzie poszukiwało tylko szpitali katolickich lub pozostanie raczej w domu. Dzisiaj, w świecie bez miłości bliźniego, coraz bardziej niż to było dawniej, słyszy się krzyk i wołanie o czynną miłość bliźniego. (...) Maria Merkert napełniona była odwagą płynącą z wiary, która ją również aktywizowała. Dlatego mamy nadzieję, że wnet zostanie wyniesio­na do chwały ołtarzy. 
 
"Kochać trudności tego świata  w nadziei wiecznej nagrody"
(por. papież Grzegorz Wielki)
Matka Maria Merkert, w warunkach, w jakich przyszło jej żyć, potrafiła zachować radość i dojść do głębokiej świętości, wbrew postawie otoczenia. Ona przekonuje i nas, że sekret świętego życia tkwi w wiernym pełnieniu woli Bożej bez względu na okoliczności. W wierności Bogu i heroicznej posłudze chorym, w poświęceniu się bez reszty najbardziej potrzebującym odnajdywała swoją drogę do świętości.
Matka Maria Merkert, umiała zaakceptować i kochać trudności tego świata w perspektywie wieczności. Tej perspektywy nam potrzeba, by w świecie, w którym jest tyle zła, w świecie, w którym to zło jest nagłaśniane i staje się elementem reklam i filmów, stałym składnikiem kultury, mieć przeciwwagę – ukazując dobro i piękno. Kościół, jako wspólnota ludzi wierzących, pragnie ukazać piękno i barwy Jej życia zatopionego w Bogu i jednocześnie zanurzonego w realności tego świata. Procesy beatyfikacyjny i kanonizacyjny są okazją do refleksji i do zatrzymania się nad świadectwem realności tego piękna, które inspirowane jest Boża łaską.
  
 
Z kalendarium procesu kanonizacyjnego
Służebnicy Bożej Marii Merkert
 
19 lutego 1985 roku Biskup Opolski rozpoczął dochodzenie kanoniczne w sprawie Służebnicy Bożej Marii Merkert. Pierwszy etap w diecezji zakończono we wrześniu 1997 roku. Przygotowana w Rzymie Pozycja o życiu, cnotach i opinii świętości Służebnicy Bożej Marii Merkert była przedmiotem studiów historyków i teologów: W grudniu 2001 roku odbyła się dyskusja historyków, a w październiku 2004 roku dyskusja teologów powołanych do oceny sprawy.
20 grudnia 2004 roku Ojciec Święty Jan Paweł II podpisał dekret stwierdzający, że Maria Merkert praktykowała cnoty w stopniu heroicznym: odtąd przysługuje Jej tytuł: Czcigodna Służebnica Boża.
Drugi etap dochodzenia diecezjalnego dotyczący domniemanego cudownego uzdrowienia za wstawiennictwem Czcigodnej Służebnicy Bożej Marii Merkert zakończono w listopadzie 2002 roku. W 28 marca 2003 r. Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych wydała dekret o ważności dochodzenia. Pozycję o cudzie wydano drukiem i przekazano Kongregacji do dalszych badań i dyskusji.
 
 
W piśmie okólnym z 31 grudnia 1868 roku Matka Maria Merkert tymi oto słowami zachęcała siostry do modlitwy: " Aktualnie w Rzymie jest rozpatrywana sprawa zatwierdzenia Zgromadzenia. Proszę gorliwie modlić się w tej sprawie i ofiarować dobre uczynki, aby wypełniła się wola Boża."[45]

Obecnie w Rzymie jest rozpatrywana sprawa zatwierdzenia cudu. Dzisiaj także prosimy o dar modlitwy. W toczącej się sprawie beatyfikacji Czcigodnej Służebnicy Bożej Marii Merkert tak bardzo potrzeba Bożego błogosławieństwa i światła Ducha Świętego. Prośmy, aby we wszystkim wypełniła się wola Boża, czego zawsze tak bardzo pragnęła i o co Ona zabiegała.
 
Świadectwo życia Matki Marii Merkert zachęca nas, by z nadzieją popatrzeć w przyszłość i z ufnością podejmować wyzwania Trzeciego Tysiąclecia, świadome, że Chrystus jest z nami i że jest On wczoraj i dziś, ten sam na wieki (Hbr 13,8). Z Nim niczego nie musimy się lękać, ponieważ On jest niezachwianą podporą naszego istnienia i wszystko możemy w Tym, który nas umacnia (por. Flp 4,13).

Informacja załączona
Czas trwania wybranych procesów kanonizacyjnych:
bł. Wojciech Balicki (1869-1948) – proces trwał 43 lata
bł. Edmund Bojanowski (1814-1871) ) – proces trwał 54 lata
Celina Borzęcka – proces rozpoczęty w 1944 roku, jeszcze nie zakończony
św. Albert Chmielowski (1845-1916) – proces trwał 37 lat (po 6 latach kanonizowany)
bł. Zygmunt Feliński (1822-1895) ) – proces trwał 37 lata
św. Rafał Kalinowski (1835-1907) – proces trwał 49 lat  (po 9 latach kanonizowany)
św. Faustyna Kowalska (1905-38 – proces trwał 46 lat (po 7 latach kanonizowany)
bł. Bolesława Lament (1862-1846) – proces trwał 18 lat
bł. Aniela Salawa (1881-1922) – proces trwał 43 lata
bł. Angela Truszkowska (1825-1949) – proces trwał 44 lata
bł. Bartłomiej Longo (1841-1926) – proces trwał 45 lat
bł Piotr Jerzy Frassatti (1901-1924) - proces rozpoczęty 5 lat po śmierci, trwał 60 lat
 
s.M.Margarita Gabriela Cebula CSSE

Nysa, 16 września A.D. 2003.
                Styczeń A.D. 2005.


[1] A.Nossol abp, Homilia 29.11.2002.
[2] E. Frankiewicz, Maria Merkert, dok. nr 256, s. 518-520.
[3] Tamże, dok. nr 257, s. 520-522.
[4] Tamże, dok. nr 210, s. 461.
[5] Tamże, dok. nr 240, s. 492.
[6] Pismo M. Marii Merkert do ks. A. Gaertig z Rawicza, Nysa 17.08.1865.
[7] Tamże, dok. nr 110, s. 370.
[8] E. Frankiewicz, Maria Merkert, dok. nr 72, s. 327.
[9] Tamże, dok. nr 210, s.461.
[10] Tamże, dok. nr 72, s. 326.
[11] Kazanie św. Augustyna, biskupa (46,13).
[12] M. Maria Merkert, 22 sprawozdanie z działalności, 31.12.1864.
[13] E. Frankiewicz, Maria Merkert, dok. nr 279, s. 541.
[14] Por. tamże, dok. nr 3, s. 256-257.
[15] Tamże dok. nr 41, s. 295.
[16] Tamże, dok. nr 72, s. 326.
[17] Tamże.
[18] Por. tamże, dok. nr 69, 70, s. 323-325.
[19] Tamże dok. nr 72, s. 326.
[20] Por. J. Schweter, Geschichte der Kongregation der Grauen Schwestern von der hl. Elisabeth, Breslau 1937, t. I, s. 58.
[21] E. Frankiewicz, Maria Merkert, dok. nr 41, s. 297.
[22] Tamże, dok. nr 72, s. 326.
[23] Tamże, dok. nr 73, s. 328.
[24] Tamże, dok. nr 72, s. 327.
[25] J. Schweter, Geschichte, s. 73
[26] E. Frankiewicz, Maria Merkert, s. 326. Z racji pogrzebu Matki Marii Merkert ks. A. Schwalme powiedział: Wiele dziewcząt porwanych przykładem, zapalonych bohaterstwem miłości bliźniego, garnęło się do nich, by współdziałać w tym pełnym poświęcenia dziele. Świadectwem życia, gorliwością, ofiarnością, bezgranicznym oddaniem się powołaniu, zdobyły sobie uznanie nawet tam, gdzie początkowo spotykały się z brakiem życzliwości. Tamże, dok. nr 255, s. 512.
 [27]E. Frankiewicz, Maria Merkert dok. nr 78, s. 333-334; także: Tłumaczono ich postępowanie jako opozycję przeciw Siostrom Boromeuszkom. Na początku 1851 r. posłużyli się tym wrogowie i nawet katolickie stowarzyszenia, by podkopać dobre imię i działalność sióstr oszczerstwami i złośliwymi podejrzeniami. Pewien obcy nieznany siostrom oficer podjął się tego nieszlachetnego zadania. Głównym zamiarem jego niechrześcijańskich wystąpień było zamknąć serca słuchaczy dla sióstr, a właściwie dla biednych i chorych; tamże, dok. nr 42, s. 298.
[28] Tamże, dok. nr 77, s. 332-333.
[29] Tamże, dok. nr 42, s. 298.
[30] Tamże dok. nr 185, s. 435.
[31] Tamże dok. nr 185, s. 435.
[32] W. Shakespeare
[33] W 1867 r. Zgromadzenie Sióstr Miłosierdzia św. Karola Boromeusza liczyło 161 profesek, 106 nowicjuszek i 39 domów zakonnych; w tym samym roku Zgromadzenie Sióstr św. Elżbiety liczyło: 173 profeski, 103 nowicjuszki, 34 domy zakonne; por. Schematismus des Bistums Breslau, 1867.
[34] O Matce Marii Merkert A. König powiedział: Miłościwym okiem spoglądała na cierpienia drugich, a słowa Jej były zawsze słodką pociechą, gdyż z serca pochodziły i do serca trafiały. Tamże, dok. nr 257, s. 521.
[35] Matka Maria często chciała być bogatą, by pomagać wszystkim ludziom. Wielkim bólem napełniała ją świadomość, że nie może pomóc wszystkim ubogim. Tamże, dok. nr 279, s. 540. 
[36] Por. Statuty 1844, 1850, 1853, 1859; Konstytucje 1869, 1898, 1925, 1981(7).
[37] Pełnienie chrześcijańskiej miłości i miłosierdzia (...) gdzie okoliczności tego wymagają pielęgnować chorych w szpitalach i domach opieki, w nadzwyczajnych przypadkach, gdy miłość bliźniego tego wymaga, podjąć wychowanie i nauczanie dzieci chrześcijańskich w szkołach i sierocińcach, por. Konstytucje 1869.
[38] Z formuły profesji: (...) niegodna, klęcząc przed Twym obliczem i ufna w nieskończoną Twą dobroć i miłosierdzie (...) Ślubuję (...) ubóstwo, czystość i posłuszeństwo (...). Równocześnie przyrzekam, że podejmę się opieki nad biednymi i chorymi (...), por. Statuty 1859, Konstytucje 1869. Na podstawie uwag Stolicy Apostolskiej (1871), przyrzeczenie to zostało wycofane, a pielęgnacja chorych została potraktowana jako główne zadanie Zgromadzenia(charyzmat). Zdolność do wszystkich dzieł miłosierdzia, a w szczególności pielęgnacji chorych była wymagana u osób pragnących wstąpić do Zgromadzenia, por. Statuty 1844, 1850, 1853, 1859.
[39] Por. Przemówienie Ojca Świętego Jana Pawła II do sióstr zakonnych pracujących w lecznictwie, 01 października 1998 r.
[40] Liczbę sierot podano na podstawie sprawozdania rocznego z 1866 r., APSEN Sprawozdania.
[41] Wykaz miejscowości i dane statystyczne podano na podstawie sprawozdań rocznych, które zgodnie z ówczesną ustawą Matka Maria Merkert przedkładała urzędom państwowym, tamże.
[42] Archiwum Postulatora Nysa.
[43] Tamże.
[44] O Marii Merkert, która "niosła serce i wewnętrzny pokój, dobroć rąk i bezpieczeństwo uśmiechu ...” Nysa, Gimnazjum Nr 3, praca konkursowa.
[45] E. Frankiewicz, Maria Merkert dok. nr 193, s. 442.

Czas ucieka, wieczność czeka
 
Reklama
 
 
Bogu mojemu
Panu i Stwórcy wszystkiego
ofiaruję siebie, moje życie,
zdolności i dokonania,
które są Jego łaską i darem.
Zatracając się w Nim
odnajduję
większą wolność i godność.
Odnajduję życie,
którym On mnie obdarza!
Panie mój i Boże,
uczyń mnie narzędziem
i odblaskiem
Twego miłosierdzia!
A.D. 2011

* * *

Koh 2,21
 
Chwała Ojcu -
Panu i Stworzycielowi!
Chwała Synowi -
Bratu i Oblubieńcowi!
Chwała Duchowi -
Dawcy Życia i Świętości!
CHWAŁA
TRÓJJEDYNEMU BOGU -
ODWIECZNEJ MIŁOŚCI!
Wdzięczne
TE DEUM LAUDAMUS
za łaski i dary
Boga i ludzi
i już dzisiaj za wszystko
co następne lata przyniosą!
A.D. 2000

* * *

Koh 2,21
 
Łącznie stronę odwiedziło już 49546 odwiedzający
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=